Blog > Komentarze do wpisu

Długa nieobecność

Jakiś czas mnie tu nie było. Niestety, z przyczyn technicznych. Nie był to wyraz mojej złej woli albo znudzenie blogiem, po prostutuż po przyjeździe do Polski mój komputer odmówił posłuszeństwa i niestety, po sześciu wspólnie spędzonych latach, przyszło nam się pożegnać. Fakt, że dorobiłam się godnego następcy, ale tenże następca nie znał hasła do tego bloga. A ja niestety go nie pamiętałam, lecz wczoraj mnie olśniło. Tak to jest gdy człowiek każde konto, w każdym portalu zabezpiecza innym hasłem. Ale co tam, wróćmy do faktów.

Ogólnie mój wyjazd był bardzo udany. Spędziłam dwa przyjemne tygodnie w Polsce i jeden (niespodziewanie) w Grecji z Mamą. Jednak żałuję, że nie udało mi się spotkać z tyloma osobami z iloma bym chciała... Ale trudno, jeszcze będzie okazja. O ile wyjazd i pobyt w Polsce były wspaniałe (nawet kwestia prysznica się wyjaśniła!) to powrót to Paryżewa zamienił się w koszmar, w momencie gdy samolot wylądował na lotnisku Charlesa de Gaulle'a. Najpierw zgubiłam telefon. Tak, na prostej drodze z samolotu do taśm z walizkami można zgubić telefon. Zauważyłam to gdy maszerując po taśmie (płaskie schody ruchome, które mi osobiście kojarzą się z tymi kółkami po których "zapierniczają" chomiki) przeszukiwałam swoją przepastną torbę. Wtedy jeszcze nie było powodu do zmartwień - torba ogromna i wypchana po brzegi, więc telefon pewnie gdzieś się w niej przede mną chowa. No ale nic. Wsiadłam do taksówki i postanowiłam przekopać torbę wzdłuż i wszerz. Telefonu nie ma. Rozczarowana zajęłam się podziwianiem wątpliwych atrakcji przedmieść Paryża, które migały za szybą samochodu. Warto dodać, że taksówkarz należał to najgorszej z możliwie najgorszych grup kierowców we Francji, więc jedyne o czy marzyłam to wysiadka. Niestety moje przemyślenia na temat jego umiejętności oraz rozpacz nad zgubionym telefonem zostały przerwane. I to nie byle jak, bo przez gwałtowne szarpnięcie i huk. Pan skasował całą maskę swojego mercedesa i tył samochodu jakiejś pani. Zły Paryż vs. Voguette - 2:0. Przymusowy półgodzinny postój wypełniony był modlitwami żeby pan nie wysadził mnie w środku pola, bo auto się zepsuło. Na szczęście pomimo malowniczo skasowanego dzióbka taksówka pojechała dalej i dowiozła mnie do domu. Wtargałam swoje 20kg na czwarte piętro (bez windy), mało nie łamiąc nóg na wypolerowanych, drewnianych i kręconych (sic!) schodach. Czym prędzej zadzwoniłam do Mamy, aby zablokowała u pewnego operatora mój polski numer, wyrobiła duplikat karty sim i załatwiła jakiś telefon zastępczy. Wieczorem, gdy sprawa telefonu była rozwiązana (lecz wciąż bolesna) dostałam maila. Od nieznanego mi nadawcy. Już myślałam, że to jakiś spam, a tu proszę, jakiś chłopina pracujący na lotnisku znalazl w samolocie (wiem, żałosne...) mój telefon i chce mi go oddać. Nie mogłam uwierzyć, ale faktycznie, dzień później telefon w nienaruszonym stanie wrócił w moje posiadanie. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć w bezinteresowność niektórych ludzi (znalazca nie chciał ani centa "znaleźnego") i jest bardzo mile rozczarowana. :)

To był zdecydowanie szalony piątek, najbardziej pokręcony dzień w moim życiu (jak dotąd!). Przepraszam za długą nieobecność i obiecuję, że postaram się "nadrobić stracony czas".

 

wtorek, 14 września 2010, voguette
Tagi: przypadki

Polecane wpisy

Komentarze
dlugers
2010/09/15 10:11:14
Jak widać dobrzy ludzie jeszcze nie wymarli tylko dobrze się kamuflują :)

PS. Fajnie, że wróciłaś :)
-
Gość: Aga, 82.160.239.*
2010/09/16 11:58:21
Witam
Czytajac Twoj blog bardzo Ci zazdroszcze.Od lat marze o Paryzu..bylam tam z 6-7 razy i sluzbowo i prywatnie,skonczylam studia j.francuskieo i snie o tym miescie od lat.Jako wodnik:)bardzo lubie zmiany,ale na przeprowadzke w ciemno brak mi odwagi..jak Ci sie tam zyje?Jak z wynajmem mieszkania?z praca?pozdrawiam
-
voguette
2010/09/21 21:02:01
Aga: w Paryżu żyje się całkiem nieźle, wynajem mieszkania jest dosyć trudną sprawą, najlepiej "czyhać" na jakieś lokum w okolicach czerwca, bo wtedy najwięcej osób (studentów) zwalnia swoje mieszkania. Jeśli chodzi o pracę to niestety tutaj nie jestem w stanie odpowiedzieć, ponieważ nie skończyłam (ba, nawet nie zaczęłam) jeszcze studiów i mam zamiar studiować tutaj. Tak więc jeśli o mnie chodzi to mogę być co najwyżej opiekunką, kelnerką etc., a i taką pracę ciężko póki co mi znaleźć. Po za tym to też jestem wodnikiem, miałam duże obawy co do wyjazdu, ale wierzę, że wszystko się ułoży! Pozdrawiam Cię i witam w małym gronie czytelników bloga! :)

dlugers: Sama byłam zaskoczona postawą tego Pana, w życiu nie oczekiwałabym takiej bezinteresowności! Dziękuję za miły komentarz ;)