Blog > Komentarze do wpisu

Château de Vincennes

Wstyd się przyznać, ale we Francji jestem nie pierwszy raz, a bardzo rzadko zdarza mi się opuszczać Paryż. Nawet tutejsze przedmieścia (fr. banlieu) nie są mi znane, nie wspominając już o odleglejszych zakątkach kraju. I właśnie z tego powodu bardzo ucieszyła mnie propozycja ciotki, aby w niedzielne popołudnie wybrać się do Vincennes, podparyskiego miasteczka, którego główną atrakcją jest zamek. Przy okazji poznałam również moją francuską ciotkę nr 2, bardzo uroczą starszą panią, która odwiedziała swoją córkę (czyli ciotkę nr 1), a na stałe mieszkającą w Dunkierce. Mam nadzieję, że do Dunkierki również kiedyś zawitam, bo zaciekawiło mnie to wietrzne, portowe miasto. Wracając jednak do naszej wyprawy, muszę podkreślić, że w Vincennes największym rozczarowaniem był właśnie ów zamek (na zdjęciach poniżej), może dlatego, że nie jestem fanką zwiedzania tego typu budowli. Dużo lepsze wrażenie zrobił na mnie Parc Floral de Paris (w którym zapomniałam zrobić choćby jedno zdjęcie - brawa dla mnie), zaś najlepsze wrażenie to le café gourmand w pobliskiej kawiarnii Drapeau. Jest to zestaw składający się z filiżanki espresso oraz kilku mini-deserów, w naszym przypadku były to crème brûlée, mousse au chocolat i tarte aux poireaux czyli po naszemu: krem jajeczny z warstwą skarmelizowanego cukru, mus czekoladowy oraz tarta z gruszkami. Chyba nie muszę już dodawać, że jestem największym łasuchem pod słońcem. Tak, nie ma to jak zamiast wycieczki opisywać jedzenie... Po długim spacerze w Vincennes zostałam zaproszona po raz pierwszy do nowego mieszkania owej paryskiej ciotki, również na przedmieściach, tyle, że tym razem z zupełnie innej strony miasta. Genevilliers nie zaskakuje niczym szczególnym, bloki wyglądają niemal tak samo jak te znane mi z polskich osiedli. Ponoć niebiezpieczna dzielnica, ale miałam okazję poznać kilku sąsiadów i trzeba przyznać, że to bardzo mili i kulturalni ludzie. Nasłuchałam się od nich wielu komplementów, z których połowy nie zrozumiałam, ale i tak poprawiły mi humor o 200%. Opis wieczoru sobie podaruję, bo myślę, że mało kto ma ochotę czytać o kolejnych potrawach, winie i deserach. Podsumowując, była to z pewnością najlmilej spędzona niedziela w Paryżu.




poniedziałek, 02 sierpnia 2010, voguette

Polecane wpisy

  • I co dalej?

    Dokładnie jeden rok, dziesięć miesięcy i trzynaście dni od ostatniego wpisu zdecydowałam się zamieścić coś na tym blogu. Pewnie i tak już nikt na niego nie wch

  • Wstyd

    Muszę przyznać, że przyszło mi na myśl skasowanie tego bloga. Już prawie Boże Narodzenie, więc aż mi wstyd, że ostatni wpis dokonał się 2 października (!). Jedn

  • Czasami...

    ...wolałabym być facetem. Wtedy zwracano by się do mnie 'monsieur'. I nie byłabym teraz pogrążona w rozpaczy. Przecież to nie moja wina, że wyglądam staro jak n

  • MÓJ KOCHANY PARYŻ 2.

    Ja w Paryżu w roli głównej : Na najsłynniejszej wieży świata - Wieży Eiffla. Na górę wjechałam windą. Z powrotem kilka pięter zjechałam, a resztę schodziłam. Mu

  • MÓJ KOCHANY PARYŻ 1.

    Było już kilka wpisów o Paryżu, ale były to głównie zdjęcia zabytków. Dzisiaj Paryż ze mną w roli głównej. W Luwrze przed Wenus z Milo. Przed słynnym wzgórzem

Komentarze
Gość: J., *.chello.pl
2010/08/02 20:46:21
uwielbiam czytac Twoje przygody!
Wracaj do Polski a bedziesz musiala zrobic potezna notkę o przygodach ze mna! tęsknie ! :*
-
logosviator
2010/11/02 02:42:04
Zapewne byłaś tam nie jeden raz:

wizjalokalna.wordpress.com/2010/10/29/notatnik-paryski-pere-lachaise/

Pozdrawiam