Blog > Komentarze do wpisu

Dzień jak co dzień

Czytając Wasze komentarze doszłam do wniosku, że pisanie bloga sprawia mi coraz większą przyjemność i nawet nie mając nic konkretnego do przekazania chcę pisać. Tym sposobem postanowiłam opisać Wam to, jak właściwie znalazłam się w Paryżu oraz mój typowy dzień (wakacyjny, rzecz jasna).

Otóż, mieszkanie w Paryżu było moim marzeniem od chwili, gdy kilka lat temu zobaczyłam w telewizji program "Paris, Paris" prowadzony na antenie TVN Style przez Joannę Horodyńską. Prowadząca odwiedzała różne ciekawe miejsca, spotykała się z różnymi ludźmi (m.in. z Michałem Kwiatkowskim, kiedy w Polsce nikt jeszcze o nim nie słyszał) i oprowadzała widzów po Paryżu "kobiecymi" ścieżkami. Oczywiście nie znałam wtedy ani słowa w żabojadzkim języku, ale strasznie mi się podobało, że p. Horodyńska go używa. Miałam wtedy około trzynastu lat i słomiany zapał do wszystkiego więc nikt nie brał na poważnie mojego zainteresowania Francją. Kilka lat później zdałam maturę z języka francuskiego, na poziomie rozszerzonym i z bardzo przyzwoitym wynikiem, jednak nie miałam zielonego pojęcia co ze sobą dalej począć. Z jednej strony ciągnęło mnie do Francji, a z drugiej zatrzymywało względnie ułożone życie w Polsce i obawa, że bez rodziny sobie nie poradzę. Poza tym ciągle brakowało mi pomysłu na studia. Jestem humanistką, ale kierunki typu politologia czy socjologia mnie nie kręcą, zaś nie chciałam zostać kolejnym tłumaczem. Jak to zodiakalny Wodnik (i ja nienawidzę horoskopów...) zawsze mnie gdzieś nosi i nie wyobrażam sobie siebie spędzającej połowy dnia za biurkiem. ;) I pomiędzy tymi wszystkimi rozważaniami nastąpił przełom: wymyśliłam (a właściwie to moja Mama wymyśliła...), że jednak pojadę do kraju, o którym tak długo marzyłam. Na początek nie na studia, a na roczny Cours de Civilisation Francaise de la Sorbonne. Mam nadzieję, że pomoże mi on lepiej poznać język francuski (co bym nie zginęła na pierwszym wykładzie na francuskim uniwersytecie, bądź miała się czym popisać w Polsce :)) oraz kulturę frankofońską. Gdy szczęśliwie udało mi się znaleźć małe mieszkanie w ukochanej 6e arrondissement cieszyłam się jak małe dziecko. Pomimo rozłąki z Rodziną i Psem jestem w tej swojej samotności szczęśliwa. Zajęcia CCFS zacznę dopiero w październiku, więc mam dużo czasu na zaaklimatyzowanie się, załatwienie wszystkich formalności (ach, ta duma gdy samodzielnie otworzyłam konto w banku i wykupiłam telefon i internet!) oraz błogie lenistwo, które zresztą codziennie uskuteczniam.

I tutaj przechodzimy do tego co robię na codzień. Nie wiodę tu najciekawszego żywota na świecie, ale z pewnością jest bardzo relaksujący i... powolny. Na początek pobudka (zwykle ok. 8-9, ale - nie wiedzieć czemu - od kilku dni ok. 11). Potem powolne śniadanie lub wyprawa na dobrą kawę.* Po śniadaniu (o ile nie czekam na kuriera...) spacerem zmierzam przed siebie, najczęściej lądując w parku. Potrafię tak spędzić naprawdę dużą część dnia słuchając audiobooka**, przeglądając gazety i przyglądając się ludziom. Po powrocie do domu jestem zazwyczaj głodna, więc jem i spędzam trochę czasu w domu, bo naprawdę nie lubię fali Paryżan, która przepływa przez chodniki i ulice w godzinach 16-18. A po 18 szybkie zakupy w markecie z kilometrowymi kolejkami, kolacja i codzienna porcja Internetu i TV. Późnym wieczorem obowiązkowy telefon do domu i spanie. Jak widać nie ma szału, ale popadłam już w lekką rutynę i zupełnie mi ten spokój i monotonność nie przeszkadzają. Oczywiście od czasu do czasu spotykam się z Ciotką lub mieszkającą tu koleżanką, ale umówmy się: one mają tutaj swoje własne, ułożone życia, a ja moje dopiero zaczynam. Z nadzieją, że pewnego dnia będzie tak samo ciekawe i pełne emocji.

Dowód mojego błogiego lenistwa (dzisiejszego!) w Jardin du Luxemburg:

__________________________

*dobra kawa to dla mnie (wbrew obiegowej opinii) najczęściej Starbucks. Anegdotka: Dzisiaj żartując z ulubionym sprzedawcą (tak, jestem takim samotnikiem, że mam już ulubionych kelnerów i sprzedawców ;)) popisałam się niebywałym rozgarnięciem. Facet upuścił na podłogę banknot i zaczął go szukać śmiejąc się sam z siebie, na co ja pełnym zrozumienia tonem rzuciłam "Lundi, c'est normal!" ("W poniedziałki to normalne!"). Oczywiście pośmialiśmy się z mojego błyskotliwego hasła i dopiero siedząc przy stoliku dotarło do mnie, że dzisiaj mamy wtorek...

**audiobook - ostatnio "Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stiega Larssona. Wszystkim wielbicielom thrillerów i kryminałów polecam całą trylogię "Millenium".

http://img844.imageshack.us/img844/5552/img0357w.jpg
wtorek, 27 lipca 2010, voguette

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2010/07/28 09:14:26
Życzę Ci więc powodzenia w aklimatyzowaniu się w Paryżu i żeby wszystko poukładało Ci się w to emocjonujące i ciekawe życie :) Ja przyjechałam do Paryża kiedyś w ramach programu Sokrates-Erasmus i... Na razie nie wyobrażam sobie rozstania z tym miastem na dłużej. Zazdroszczę Ci, że wszystkie studenckie przygody przed Tobą... Pozdrawiam serdecznie!
-
haansik
2010/08/02 00:45:02
Muszę powiedzieć, że mój dzień wygląda dość podobnie. No chyba, że akurat pada a mi nie chce się wyłazić z domu -.-

Chociaż ostatnio, postanowiłem coś zmienić a przynajmniej wprowadzić jakiś porządek w moim codziennym dniu. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu ;)

Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny wpis a i jak tam idzie robienie fotek ? mam nadzieję, że link który wrzuciłem u siebie przydał się do czegoś ? ;)
-
voguette
2010/08/02 15:26:33
haansik: Przydał się, dziękuję! Aczkolwiek w poście, który mam zamiar za chwilę napisać znów zaserwuję kilka mało atrakcyjnych fotek. Jakoś nie dałam rady nic ustawić na aparacie, gdy słońce świeciło prosto w malutkie LCD, hehe. :-) Ale postaram się ćwiczyć dalej!
-
Gość: Japoneczka, *.ssp.dialog.net.pl
2010/08/17 19:12:08
Witaj Voguette, zupełnie przypadkiem znalazłam Twojego bloga i już zdążyłam się nim zachwycić, przeczytawszy wszystkie wpisy od początku :-) Czy to prawda, że w sierpniu Francuzi idą na urlop, a jeśli nie, to obijają się w pracy? Zauważyłaś w Paryżu kartki na sklepach, typu zamknięte z powodu wakacji i korki na drogach prowadzące na południe? Pytam, bo chciałabym wybrać się na weekend zobaczyć kilka wystaw japońskich i nie wiem, czy już nie poczekać do września?
Życzę Ci powiedzenia i wytrwałości w prowadzeniu bloga oraz satysfakcji w odkrywaniu Paryża i życia w innym kraju :-) Będę Cię często odwiedzać! :-)
Małgosia, www.japoneczka.pl
-
voguette
2010/09/06 19:00:11
Japoneczko, niestety nie zdążyłam odpisać na Twoje pytania na czas, ponieważ nie miałam dostępu do komputera, a wcześniej jakoś nie zauważyłam komentarza - przepraszam.
Tak czy siak odpowiem na pytanie: tak, w sierpniu Paryż nieznacznie się wyludnia. Ludzie wyjeżdżają na wakacje i faktycznie część knajpek i sklepów jest pozamykana. Co nie zmienia faktu, że dalej są tam tysiące turystów. :)

Pozdrawiam i mam nadzieję, że mimo wszystko moja odpowiedź na coś się przyda!